czwartek, 17 maja 2012

Nowa okładka

W poprzednim poście wspomniałem jaką dużą nieprzyjemność stanowi dla mnie tworzenie ilustracji na okładkę. Poprzedni projekt poszedł do podręcznika, ale nie na okładkę. Za to ja otrzymałem drobne wytyczne, które wyznaczyły mi kierunek, w którym powinienem podążyć. I tak się stało. Do tego stopnia, że po (zsumowaniu) 5 godzinach nowy projekt był gotowy. A oto krótki proces powstawania nowej okładki do polskiej edycji H4L.

Na początek poszło kilka szkiców. Chodziło o złapanie koncepcji, skali itp. W końcu za inspirację posłużyło mi zdjęcie syna kuzynki, który kręcił bączki na swoim motorze. Najpierw trzy szkice, każdy dokładniejszy. W końcu miałem punkt wyjścia.


Potem przyszła kolej na zabawę w szarości. Jest kilka dróg tworzenia kolorowych ilustracji. Jedna z nich polega na opracowaniu ilustracji w odcieniach szarości. Prościej i szybciej idzie zapanować nad odcieniami oraz światłocieniem. Po krótkim podrasowaniu ilustracji mamy materiał do kolorowania.


Kolejna warstwa z kolorami oraz uproszczonym tłem. Część z tła będą stanowić płomienie. Więcej detali nie przewiduję w tle.


Teraz zabawa nad płomieniami oraz "efektami cząsteczkowymi":)


W ruch idą filtry oraz rozmycia. Teksturujemy podłoże wcześniej opracowaną kamienną teksturą. Reguluję saturację tekstury oraz jej przenikliwość.


Dodajemy "piekielne spojrzenie" bohaterowi, kolejne efekty cząsteczkowe, rozmycia oraz dymki. Robi się coraz klimatyczniej:)


Dodatkowe smugi, by dodać scenie lepszą dynamikę.


Po wszystkim mam już prawie gotowy obrazek. Ale jeszcze długa droga do szczęśliwego zakończenia. Ilustracja zawiera sporo niedoróbek. Na pierwszy ogień idzie HDR. Dzięki temu oświetlenie oraz cieniowanie uzyskuje ostrość, a obrazek ciekawą saturację. Dodajemy pierwsze flary oraz kilka dodatkowych efektów cząsteczkowych.


Na koniec poprawiamy sporo niedoskonałości i mamy prawie ideał. Poprawiamy proporcje elementów motoru, troszkę perspektywę, grafikę na bak, nieszczęśliwe mięśnie jednej ręki, trochę nogę, kolejne flary. I to wszystko. W każdym razie efekt końcowy jest bardziej niż zadowalający. 


Zawsze jeszcze można poświęcić kilka godzin na dalsze dopieszczanie. Ale prawdę mówiąc lepszej ilustracji na okładkę już nie stworzę. A jakieś niedoróbki muszą być, bo przecież jestem jeszcze amatorem-ilustratorem. Ale skill rośnie:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz