wtorek, 15 lutego 2011

Tak, ja wciąż jeszcze żyję...


Kolejna długa przerwa, którą spędziłem na samoistnym życiu, zbijaniu bąków, leniuchowaniu oraz przemyśleniach egzystencjalnych. A oto tego efekty:

- na razie zrobiłem sobie przerwę w twórczości na potrzeby TSoY. Generalnie poświęciłem na nią kawał czasu i nadeszła pora na samodzielną decyzję o urlopie. Jeszcze trochę mam roboty, ale robota nie zając i nie ucieknie (sorry Darken, złapałem lenia). Wciąż się opóźnia premiera polskiej edycji The Shadow of Yesterday, ale spokojnie. Przyczyn opóźnienia nie znam, ale na pewno jest usprawiedliwione. My włosów z głów nie rwiemy i gra będzie, kiedy będzie. W każdym razie, jest bliżej niż dalej.

- powoli skrobię trzeci odcinek BLAM! Idzie, jak krew z nosa, ale idzie do przodu. Jest już połowa odcinka, co mnie cieszy. Odcinek będzie prosty jak budowa cepa i najeżony ostrą akcją. Przy okazji fabuła z czterech odcinków poszerzyła się na jakieś sześć. Mam nadzieję, że wszystkie ukończę w tym roku (jasne :D)

- w głowie zbierają mi się niebezpiecznie nowe pomysły nad kolejnymi odcinkami Duck. Miała być inwazja kosmicznych lesbijek (oj, chwytliwy temat), ale treść ulotniła się, jak procenty z otwartej butelki. Zamiast tego są nowe pomysły. Ba nawet scenariusz na trylogię. W tym powrót kilku bohaterów. I coś czuję, że jeszcze w tym miesiącu pocisnę pierwszy odcinek z nowych epizodów.

- wciąż dłubię nad drobnymi zleceniami. Są z tego profity, ale póki co nowego samochodu za nie nie kupię :) A szkoda, bo nowa furka by się przydała.

- dalej pociskam na siłkę. Może masa nie rośnie, ale siły wciąż przybywa. Wciąż coś mnie boli i łupie i ogólnie jest good.

To ja wracam do zbijania bąków.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz