sobota, 1 stycznia 2011

Poproszę jelitówkę, a na deser zatrucie pokarmowe!

Dawno się nie udzielałem, więc nadeszła wiekopomna chwila nadrobić zaległości.


DOBROCZYNNOŚĆ POPŁACA

Jakiś czas temu w zimową niedzielę udając się tylko w mi znane miejsce, na chodniku przed blokiem, niedaleko mojego domu, znalazłem telefonik. Komórkowy. Bez wypasów, ale nowy i pełen kontaktów. Postanowiłem, że po powrocie do domu spróbuję nawiązać kontakt z właścicielem. Dzwoniłem do ojca, ale ten nie odbierał. Dzwoniłem do matki i… odebrał ojciec właściciela zguby. Ten się wielce ucieszył i poinformował o tym syna. Ten skontaktował się ze mną i ustaliliśmy miejsce transakcji (sic!). Face był wniebowzięty i niesamowicie wdzięczny za oddanie zguby. A ja w nagrodę zarobiłem pięć dych. Broniłem się przed łapówką, ale facet był nieugięty i jeszcze mi żoną groziłJ Jak widać czasami dobroczynność popłaca. I to dwukrotnie: sumienie jest czyste i portfel nakarmiony.

JELITÓWKA

Tydzień przed świętami załapałem tzw. jednodniową jelitówkę. Obudziłem się w nocy z bulami brzucha. Skończyło się kilkoma godzinami biegunki i wymiotowania. Jednocześnie. Na szczęście po wszystkim spokojnie odespałem wyczerpującą sesję z wiadrem na kibelku. Wieczorem już mogłem spożywać pokarm, a na drugi dzień czułem się, jak nowonarodzony. Mimo wszystko nie polecam takiej formy relaksu. Jedynie tym, dla których bulimia już nie pomaga. Co dwa otwory, to nie jeden.

PAKERKA

Cały czas chodzę (a właściwie to jeżdżę) na siłownię. Trzy razy w tygodniu molestuję swoje ciało, by na wiosnę prężyć ciało przed moją rodziną. A tak na poważnie. Nie traktuję tego zbyt poważnie i zbyt żartobliwie. Nie nastawiam się, że będę kulturystą, bo ćwiczę „na sucho” i nie żrę koksów za 200 zł/miesiąc. Ale już są widoczne efekty! Coś tam spuchło, coś się kształtuje, a na dokładkę schudłem trzy kilo. Mi tam pasuje.

ZATRUCIE POKAMOWE

Jakby było mi mało „jelitówki” to na trzy dni przed końcem roku zatrułem się. I to poważnie (opinia pana doktora). Wszystko przez moją łakomość. Odgrzewane kotlety mielone oraz bigos okazały się „zabójcze” dla mojego organizmu. Następnego dnia objawy, jak przy jelitówce, ale rekonwalescencja znacznie gorsza. Na szczęście obyło się bez szpitala, bo sytuacja była poważna. Powoli wracam do zdrowia, odzyskuję siły. Nadal odczuwam skutki zatrucia: bekam, flaki grają dziwne melodie, a żołądek zachowuje się nieprzewidywalnie. Ale sądzę, że najgorsze mam za sobą. Jak na razie to najgorsza końcówka roku, jaką miałem okazję przeżyć.

MOJA TWÓRCZOŚĆ

Na razie stoi w miejscu i kwiczy. Coś tam sobie gryzmolę, ale wszystko jest w ramach nauki CS5 i CS3. Stwierdziłem, że muszę powrócić do analogowej twórczości, bo cyfrowa jeszcze do końca mi nie wychodzi. Mój tablecik jest za cienki, by spełnił moje oczekiwania. Darken czeka za toną rysunków. Mam nadzieję, że mi wybaczy, ale siły wyższe (brak czasu, rodzina, choroby, święta) sprawiły, że nic dla niego nie mam. Wkrótce to się zmieni.

WACOM LCD CINTIQ 21UX

Niechcący miałem okazję zabawić się z tym maleństwem i już wiem, co chcę na przyszłe święta. Niesamowity sprzęt (wart ponad 8 tysiaków!). Tablet marzenie. Na takim sprzęcie rysuje się lepiej niż tradycyjnie na kartce papieru. Zaintrygowanych zapraszam na youtube.pl. Warto popatrzeć, jak się fajnie na tym pracuje. Reszta tabletów nie daje takiej swobody i precyzji. Ech, odpłynąłem…

ŚWIĘTA I NOWY ROK

Wszystko za nami. Było fajnie, dużo się działo. Mam nadzieję, że każdy z nas miał udany rok, a przyszły będzie jeszcze lepszy. Nie ma co się użalać i oglądać wstecz. Najlepsze jest przed nami…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz