poniedziałek, 13 grudnia 2010

Prędkość światła


Grudzień. Akurat w tym miesiącu kończy mi się roczna umowa na net z kablówki. Na jesieni moja kablówka zmodernizowała sieć, dzięki czemu w jej ofercie pojawił się bardzo szybki net. Nie omieszkałem skorzystać z tej okazji. Mój kumpel z pracy, który zmuszony jest do korzystania z oferty TP (fuj!) pozazdrościł mi mojego wcześniejszego netu i wziął najszybszy w ofercie Telekomunikacji - całe 20 Mb/s. Radość z prowadzenia trwała do grudnia. W środę wybrałem się do kablówki, ale odbiłem się od jej drzwi. Zabrakło modemów do szybkiego netu. Dostałem tylko informację, że będą jutro. Tak jakoś wyszło, że udałem się ponownie w czwartek, mimo, że planowałem udać się w piątek. Na drzwiach znowu wisiała informacja, że nie mam modemów (WTF?!). Na szczęście był to fake - panie zapomniały zerwać kartkę (co uczyniłem ja, wychodząc!). Godzina stania w upale (oj, mają tam jak w saunie), 10 minut formalności i stałem się udziałowcem bardzo szybkiego netu. Pani poinformowała mnie, że będę go miał w piątek. Wróciłem do domu, podłączyłem sprzęt i sprawdziłem, czy mam chociaż jakiś dostęp do sieci. I tutaj wielka niespodzianka! Miałem już moje 50 mega! To się nazywa promocja: nie dość, że płacę dychę mniej, to jeszcze mam sześć razy szybsze łącze. Kumplowi tradycyjnie zepsułem humor i odebrałem mu pałeczkę lidera. Nie mówiąc już o innym kumplu z pracy (hi, Filip! nasz kolega od IT, złośliwie przezywany konserwatorem sprzętu), który jara się, że w końcu udało mu się załatwić 2 megowe łącze. Nie muszę chyba mówić, jak bluzgał na moje 50 mega:D Chyba z tej złości nie zainstalował mi w biurze tego nowego ksera :P Tak więc teraz szefo jedzie na łączu 50/4 Mb/s. Wiem, że są lepsze i szybsze, ale nawet takie ciężko jest sensownie wykorzystać.

Następny post będzie o tym, że uczciwość popłaca. O!

piątek, 3 grudnia 2010

In progress

Zima zaskoczyła drogowców. Jak każdego roku:) Nawet mi żal ludzi, którzy poskąpili kasy na zimówki do swojego samochodu. Ja dostałem w spadku (dzięki bro) i brnę przez śnieg niczym czołg.


Mam pewną "depresję twórczą". Generalnie rysuję mało. Wręcz bardzo mało. Z braku czasu (o tym wie każdy, kto śledzi mojego bloga) oraz braku weny. Sporadycznie staram się coś tam naskrobać. Z tym różnie bywa i zaczynam psioczyć na jakość moich prac. Ale na szczęście czasami trafiają się jakieś perełki.

Rysowanie komiksów zamarło i w tym roku nie należy się spodziewać czegoś nowego. Plany legły w gruzach. Nie zamierzam się więcej tłumaczyć, obiecać i czarować. Dla dobra mojego, w tym roku żaden mój komiks nie powstanie. Zobaczymy co przyniesie przyszły rok.

A teraz - porażka roku. Nagroda wędruje do Call of Duty: Black Ops. Tak niegrywalnej i technicznie spieprzonej gry chyba w życiu nie widziałem. Do tej pory liderem mojej kolekcji był Gothic 3. Ale ten w dniu premiery był jednak grywalny, czego nie powiem o "Call of Lags". Do tej pory wyszyły dwa patche, które u mnie i setki tysięcy innych PCtowych graczy, nic nie pomogły. Ba! Ostatni patch to nawet zaszkodził. Po nim gra dodatkowo się wiesza. No dosłownie wity opadają! Zapowiedziano kolejny, konkretniejszy patch. Może po nim stanie się cud? Poczekamy, zobaczymy.

Prace nad polską edycją TSoY zmierzają ku szczęśliwemu końcowi. Praktycznie wszystkie grafiki ukończone, trwa skład (oj, podoba mi się design podręcznika). Szacunkowo powinnyśmy się wyrobić do końca roku. A ja może powrócę do tematu grafiki na okładkę. W każdym razie - jest na co czekać!


Teraz z innej beczki. Miesiąc temu kumple wciągnęli mnie w siłownię. Nigdy mnie to nie kręciło, ale teraz to się zmieniło. Kumple powoli się wyłamują, a ja mozolnie rozkręcam się. Po miesiącu zwiększam intensywność "pakowania". Trzeba coś robić, bo w moim wieku człowiek tylko flaczeje (na szczęście od pasa w górę, a nie na odwrót:D). Za pół roku ocenię rezultat. Na kaloryfer niczym Mike z Jersey Shore nie ma co liczyć, ale ręka i kilka innych części ciała spuchnie.

Trzymajcie się ciepło!