sobota, 6 lutego 2010

BLAM! BLAM! BLAM! Czyli amatroski komiksiarz...

W oczekiwaniu na odzyskanie mojej sprawnej karty graficznej stałem się bardzo płodnym rysownikiem. Nie tylko komiksów. Póki co spełniam potrzeby Darkena i już nie mogę się doczekać pierwszych próbek podręcznika TSoY. Takie narcystyczne uniesienie, by podnieść swoją samoocenę. Póki co jestem tzw. "amatorskim rysownikiem komiksów", cokolwiek to znaczy. Rysuję dla własnych potrzeb, hobbistycznie, bez patosu gwiazdora, ku uciesze fanów i krytyków. W takim amatorskim rysowaniu jest wiele plusów. Dlatego nie mam zamiaru przejść na tzw. "zawodowstwo" i skomercjalizować się. Mógłbym. Szczerze. Na tyle dobrze rysuję, że nie widzę większych problemów, by tego nie uczynić. Ale nie zrobię tego z dwóch zasadniczych powodów:
- terminy - w życiu mam mało czasu, a jak z powodu terminów mam chodzić niewyspany i zestresowany, to ja mówię "no way". Po co mam potem wysłuchiwać fucków szefa za zawalenie terminu.
- perfekcjonizm - skoro mam robić coś, za co mam dostawać kasę, to muszę to robić najlepiej, jak potrafię. A to przekłada się na przesadne staranie się. Dojdą do tego niekończące się korekty, poprawki, rysowanie od nowa plansz itp. Nie jestem najlepszym rysownikiem świata, ale mam swój styl,rysuję dobrze, a opowiadać historie potrafię (tzw. język komiksu opanowałem). Znam jeszcze swoje granice, których nie zamierzam przekraczać, by rysowanie zamieniło się z przyjemności w karę.

Oczywiście są też wady robienia darmochy i amatorszczyzny: brak kasy i fanów. Na szczęście jest internet i można w nim do woli wyżalać się, jak i "publikować się".

A teraz chwilka oddechu.

Mam ochotę machnąć coś w kolorze. Brak tabletu (stary podczas remontu i przeprowadzki zaliczył rozwałkę - chlip! chlip! na nowy brak szmalu) zniechęca mnie do dłuższego drążenia tego tematu. Wiem, że w kolorze moje komiksy sporo by zyskały. Ale na razie to tylko luźne gdybanie.

Tymczasem płaszczę się nad moim nowym dzieckiem: BLAM! Pierwszy odcinek nie będzie wyrywający włosy, zrywający asfalt i powodujący opad szczęki. To tylko rozgrzewka do masakry, którą zafunduję w kolejnych odcinkach. No chyba, że po pierwszym odcinku powiem tytułowi PASS!. I tak bywało. Ale na razie jestem w połowie pierwszego epizodu. Czyli jest not bad.

W głowie kołują mi się wizje dwóch kolejnych epizodów DUCK FUCK. Oj, następny będzie zalatywał estrogenem:) Zwyczajowo będzie dużo cycków:)

W ten weekend postanowiłem dokończyć pierwszy epizod komiksu, który rozgrywa się w świcie gry The Shadow of Yesterday. Darken nie będzie zadowolny tym, co zaraz pokażę. Ale to nie jest tym, na co teraz wygląda! Po tym ruszam z prologiem oraz drugim epizodem. W marcu chyba uda mi się ten plan zrealizować. Mam wizję tego projektu i nie zamierzam jej zmieniać. Sorry, Darken :P
EDIT: rozpocząłem powolny proces migracji moich komiksów na inne darmowe serwery hostingowe. Trochę to potrwa, bo na razie nie do końca nie jestem przekonany, który mi bardziej pasuje. Do tej pory trzymałem je na rapidshare, ale okazuje się, że bywa on kłopotliwy.

1 komentarz: