piątek, 1 stycznia 2010

W Nowym Roku...

Powrót do domu był nieodczuwalny, dzięki doskonałemu znieczuleniu. Pobudka o 12 była za to bolesna. Dzięki Saro:) Na szczęście poratowały mnie trzy Heinekeny, ostatnie z sześciopaku. Zaś rosół sprowadził do poziomu używalności. Reszta dnia to katowanie w MW2 (oj, cieniutko dzisiaj szło:( ) oraz rysowanie. Zawziąłem się na zrobienie fajnych ilustracji do TSoY. Wena mi dopisuje, a jeszcze wiele zostało do narysowania. Na szczęście jutro będę, jak nowo narodzony.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz