środa, 24 czerwca 2009

Transformers

Teraz nietypowo. Dzisiaj byłem na kontynuacji filmu Transformers. I jestem oczarowany. Oczywiście nie ma co się dopatrywać wielce inteligentnego i nieprzewidywalnego scenariusza, bo nie oto chodzi w tego typu filmach. Podobnie, jak jedynka, kontynuacja powala efektami. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że na tę chwilę nie ma filmu z lepszymi efektami specjalnymi. No i Megan Fox - palce lizać:) I wcale nie żałuję wydanej kasy. Jak to mówią: "satysfakcja gwarantowana". Czekam już na część trzecią, bo nie ma bata, że takowa nie powstanie. Tym reklamowym akcentem wracam do rysowania komiksów.

sobota, 20 czerwca 2009

Na dwa baty:)

Skoro mi wróciły chęci do rysowania, a także wygospodarowałem na to czas (trochę, ale to zawsze coś), to też rozbujałem się i skrobię dwa komiksy na raz. Pierwszy to przygody punka Wróbla, a kolejny to nowy odcinek przygód Maxa. I nawet nie jest źle. Być może pod koniec tego miesiąca coś się wykluje ciekawego. Nie chcę obiecać i zapewniać, bo to nie ten okres, gdy miałem czasu wolnego, co wody w kranie. Rysuje, jak tylko mam chwilkę wolnego czasu. Kosztem grania w gry, ale jakoś to przeżyję. Na koniec drobna wrzuta z nowego odcinka MAX na kozetce.

niedziela, 14 czerwca 2009

Coś drgnęło, coś ruszyło

Właśnie. W ten weekend pofolgowałem sobie i ostro porysowałem. Nawet odpuściłem sobotnią imprezkę (sorry Michał) i przysiadłem do gryzmolenia. Żeby było zabawniej, to nie tylko machnąłem kolejne plansze mojego fatum, czyli Wróbel not DEAD, ale i zacząłem skrobać plansze do nowego odcinka MAX na kozetce. Coś mnie tak wzięło. I najgorsze w tym, że jakoś większy dryg mam do przygód Maxa. Jakoś bardziej mnie to kręci, niż historyjka o zombie. Przy pomyślnych wiatrach, to coś się w tym miesiącu wykluje.

czwartek, 11 czerwca 2009

Na odwyku

każdy zazwyczaj ma jakieś tam nałogi. Jedni palą (fuj, zwłaszcza panie), inni chlają (co jakiś czas dopuszczalne, pijane panie - fuj), ćpają (fuj na maksa). U mnie zasadniczą używką (oprócz netu, hehe) to pykanie online w CoD4:MW. Kupel mi zapodał kiedyś dwójeczkę, reklamując, że to multi jedyne w swoim rodzaju i wogóle the best. Jako, że lałem wtedy na wszystko co się zwie multi, podszedłem sceptycznie, ale zagrałem. Kiedy człowiek łapie już wysokiego skilla i z dumą łapie się zawsze do trójki najlepszych wymiataczy na serwerach, to nie ma bata i uzaleznia się. Potem tylko było czekanie na premierę CoD4:MW, a które kupiłem po premierze w Komutroniku (fuksem mieli na miejscu). Skończyło się totalnym uzależnieniem, codziennym graniem, a i nawet pobytem w jakimś tam klanie. Ale teraz basta. Ponieważ niedawno przeistalowałem system, jakoś tak wyszło, że na dysku jeszcze nie wylądowało CoD. Dziwne to, a dziwniejsze jeszcze bardziej, że nawet mnie nie ciągnie, by to uczynić. Kumple nawalają, a ja nic. Nawet uzależniliśmy kilku innych. oni szarpią opowiadając o swoich wyczynach, a ja nic. Częściowo zrzucam to na barki braku czasu. A może po prostu jestem na odwyku? Skutecznym. Ale zapewne tylko do premiery Modern Warfare 2. Zapewniam, że uzaleznienie powróci:)
Co do spraw komiksych: wszystko stoi w miejscu, bo pochłonięty jestem robieniem ilustracji do pewnego projektu (to o tobie Kaziu) oraz szarpaniem w gierkę Prototype. Polecam. Jak tylko się wyklaruje mój wolny czas, to wrócę do rysowania komiksów. Opóźnienia cholenderne, więc nie mam co się usprawiedliwiać i tłumaczyć. Wrzuciłem kilka obrazków, które ocalały dzięki cudowności internetu. Przetrwały w formie online:)

wtorek, 9 czerwca 2009

Na otarcie łez

Ponieważ krucho u mnie z czasem, a i organizacja mojego życia oraz pracy posypały się bezczelnie, przez co zawaliłem kilka obiecanych terminów, na pocieszenie łez postanowiłem zamieścić spin-off do cyklu D.E.A.lers. Mowa o MAX na kozetce, czyli osobistych perypetiach mojego ulubieńca Maxia podczas jednego traumatycznego wieczoru. Już mi od dłuższego czasu chodzi po głowie, coby pociągnąć wątek dalej. Życie pokarze. Wolę nie obiecywać, bo to teraz różnie z tym. Oczywiście całość do zassania stąd lub po kliknięciu na okładeczkę po prawo.

niedziela, 7 czerwca 2009

Pierwsza niedziela bez migreny

Od jakiegoś czasu co niedzielę dopada mnie specyficzny ból głowy. Ponieważ nie jestem lekarzem, moja diagnoza - migrena. Nie jest to fajne uczucie, bo teoretycznie nic tobie nie jest, ale jednak coś tam ciebie boli, a że boli głowa, to tym bardziej jest niefajnie. W sobotę zabalowałem (dzięki Michał) i świetnie się bawiłem w klubie, a rano konsekwencje nadużywania piwa, czyli kac. A właściwie kacyk. Męczyło mnie tylko do śniadanio-obiadu, bo gdy tylko napełnił się żołądek dobrym jedzonkiem, kac minął. I migreny nie było, więc tym bardziej jestem zadowolony ze spędzenia weekendu. Szkoda, że już jutro do pracy:( Life...

Dzisiaj wybory do europarlamentu. Oczywiście zlałem temat, mimo, że wcześniej byłem na wszystkich wyborach (trzeba korzystać z wolności i prawa do głosowania). Tym razem mam głęboko w poważaniu kto i gdzie się dostanie. Mi od tego dobrobytu nie przybędzie, a który darmozjad trafi na wygodny stołek zwisa mi.

Na koniec wrzucam starą, ale fajną tapetkę, z zamierzchłych czasów.

wtorek, 2 czerwca 2009

Obrazek

Dzisiaj w oczekiwaniu na recosting (nie pytajcie mnie co to takiego) machnąłem tanim kosztem taki to obrazek:

poniedziałek, 1 czerwca 2009

Sakreple!

Chcieć, a móc, to dwie różne rzeczy i z doświadczenia wiem, że muszę się z nimi użerać. Komiks miał być w ostatni weekend maja, lub tydzień później, ale już teraz wiem, że jest to fizycznie nie do wykonania. Nie, że nie chcę, ale trudno rysować komiks, gdy więcej mnie nie ma w domu, niż jestem. Staram się, ale rysowanie na tę chwilę idzie, jak krew z nosa. Na otarcie łez:) wrzucam dwie świeżutkie plansze. Tempo (przy pomyślnych wiatrach) to jedna plansza dziennie. Szybciej na razie nie mogę. Więc łatwo licząc, to komiks będzie ukończony na koniec tego miesiąca, ale i tego nie mogę gwarantować. Tak więc: SAKREPLE!